Edison a sprawa polska

Drukuj

Neil Armstrong, który pierwszy spośród ludzi stanął na Księżycu, ogłosił 22 lutego 2000 roku, jak Amerykańska Akademia Nauk (NAE) postrzega główne osiągnięcia techniczne poprzedniego stulecia: „Na liście dwudziestu największych osiągnięć techniki minionego wieku na pierwszym miejscu umieszczono elektryfikację gospodarki i życia codziennego”.

Wiele (elektryczny a docelowo autonomiczny samochód, oparta na OZE generacja rozproszona, inteligentne sieci, solar city) wskazuje na to, że skumulowane innowacje osiągają obecnie masę krytyczną i oto stoimy w przededniu rewolucji w sektorze energii elektrycznej. Od powstania branży w istocie niewiele się zmieniło: póki co wszędzie dominują scentralizowane systemy elektroenergetyczne, nie zmieniła się nawet technika przesyłania energii oparta na systemie trójfazowym.

To wszystko wkrótce może się diametralnie zmienić. Zanim to nastąpi, proponuję krótką wycieczką w przeszłość do czasu, kiedy wszystko się zaczęło. Historia jest tym bardziej ciekawa, że kryje polski wątek.

Edison to amerykański mit. Przez ponad 100 lat był i wciąż jest uważany za kwintesencję jednostki tworzącej kapitalistyczne społeczeństwo. No i oczywiście każde dziecko wie, że to Edison wynalazł żarówkę (stało się to w roku 1879). Prawdziwy przełom nastąpił jednak kilka lat później. 4 września 1882 r. Edison uruchomił pierwszy w historii świata system elektroenergetyczny, na który składała się centralna elektrownia oraz sieć łącząca ją z pobliskimi budynkami – odbiornikami energii.

Specyfika systemu Edisona polegała na tym, że był on zlokalizowany w sercu Manhattanu (przy Pearl Street). To nie był przypadek. Pierwszymi klientami gotowymi słono zapłacić za luksus elektrycznego światła byli bogaci nowojorczycy (m.in. kolejowy magnat Vanderbilt). System Edisona działał na niskim napięciu (w celu ograniczenia strat przy przesyle elektrownia musiała być zlokalizowana w pobliżu odbiorców energii), gdyż Edison nie umiał poradzić sobie z kwestią zmiany napięcia.

Problem Edisona rozwiązał inny geniusz techniki – Nikola Tesla. Wynalazek transformatora zmieniał reguły gry. Ale podstawowa różnica między systemem Edisona i systemem Tesli polegała na tym, że wynalazki Edisona były oparte o prąd stały, podczas gdy Tesla wynalazł prąd zmienny. To też nie był przypadek. Edison był genialnym samoukiem bez żadnego akademickiego wykształcenia. Tymczasem jeśli chodzi o prąd stały, do jego opisania wystarcza zwykła arytmetyka. Prąd zmienny to liczby zespolone.

Gdy więc na horyzoncie pojawił się Tesla – bezradny wobec nowej techniki Edison nie poddał się, ale zaczął aktywnie walczyć z… postępem technicznym. To jest ta część tej historii, o której dzieci już nie dowiedzą się w szkole. Współczesnym językiem strategię Edisona określilibyśmy terminem „czarny PR”. Edison starał się przekonać szeroką publiczność, że najlepszym zastosowaniem prądu zmiennego powinna być inna ówczesna innowacja a mianowicie – krzesło elektryczne. Oczywiście dobry dla ludzi miał być prąd stały…

Jak wiemy z własnego doświadczenia, wygrał prąd zmienny. Edison działał w wynalezionej przez siebie branży elektroenergetycznej zaledwie 10 lat. W 1892 r. jego firma zmieniła właścicieli i nazwę (na General Electric). Wśród historyków techniki panuje jednak pogląd, że klęskę Edisona przypieczętowało inne wydarzenie, jakim była Światowa Wystawa Elektrotechniczna, która odbyła się w 1891 r. w Europie we Frankfurcie nad Menem. Jej bohaterem był inżynier polskiego pochodzenia: Michał Doliwo-Dobrowolski, który całemu światu zaprezentował wtedy pierwszy „kompletny system trójfazowy” (w tym linię przesyłową o długości 176 km z Frankfurtu do Lauffen, gdzie pracowała zaprojektowana przez niego hydroelektrownia).

Miarą wielkości wynalazków Doliwo-Dobrowolskiego jest fakt, że opracowany przez niego system trójfazowy stał się standardem obowiązującym do dziś. Warto dodać, że Nikola Tesla, który był pionierem techniki prądu zmiennego w USA, swoje wynalazki ograniczył do systemu jedno- i dwufazowego, które z czasem okazały się mniej wydajne niż system trójfazowy. W „starciu gigantów” Edison wypada naprawdę żałośnie. Na propozycję zapoznania się z nową techniką miał odpowiedzieć: „Nie, nie, prąd zmienny to bzdury, nie ma on żadnej przyszłości. Nie chcę nie tylko oglądać silnika prądu przemiennego, ale nawet słyszeć o nim”.

W pewnym sensie „kropkę nad i” stawia amerykański historyk gospodarki Thomas P. Hughes, który w swojej monumentalnej monografii („Networks of Power”) wprost stwierdza, że największa zasługa, jeśli chodzi o początkowy rozwój systemu trójfazowego, należy do berlińskiej firmy AEG i jej inżyniera, Michała Doliwo-Dobrowolskiego, który poza tym wynalazł prosty i praktyczny 3-fazowy silnik klatkowy a nawet stworzył w języku niemieckim pojęcie prądu zmiennego („Drehstrom”).

Wikipedia notkę biograficzną poświęconą Doliwo-Dobrowolskiemu rozpoczyna od podania jego nazwiska w trzech wersjach językowych: rosyjskiej, niemieckiej i polskiej. MDD urodził się bowiem w carskiej Rosji (w pobliżu Sankt Petersburga) w rodzinie o polskich szlacheckich korzeniach, wykształcił się na politechnice w Darmstadt (Niemcy) a swoją karierę zawodową związał z niemieckim koncernem AEG. Wreszcie w 1905 r. przyjął obywatelstwo szwajcarskie.

W Polsce w ostatnich latach postać MDD promują m.in. pracownicy naukowi związani z Politechniką Szczecińską. W jednym ze swoich opracowań piszą: „Michał Doliwo-Dobrowolski – urodzony w Rosji w czasie rozbiorów, Polak z pochodzenia, obywatel rosyjski i szwajcarski działający w Niemczech – jak mało kto spełnia warunki, by stać się jednym z symboli zjednoczonej Europy.”

Michał Doliwo-Dobrowolski jest moim cichym bohaterem. Pierwszy raz dowiedziałem się o nim w drugiej połowie lat 1980-tych ze skryptu autorstwa profesora Janusza Turowskiego wydanego na Politechnice Łódzkiej. Tą drogą po latach Panu Profesorowi serdecznie dziękuję.

Czytaj również